
21 maja 2006 nr 20 (785) Liza, tak jak Liza Minnelli
Liryczny głos i delikatna sylwetka - śpiewaczka Liza Wesołowska. Najbardziej
lubi arie Mozartowskie, chciałaby zaśpiewać w „Królowej Nocy”. Za największy sukces uważa udaną rodzinę. Prywatnie lubi podróżować i zajmować się domem, śmieje się, że jest kurą domową z dwoma fakultetami.
Liza? Na pewno Liza? Skąd takie nietypowe imię?
- Moje imię to cała historia - śmieje się Liza Wesołowska. - Gdy mama była w ciąży, to oglądała słynny „Kabaret” z Lizą Minnelli. Film spodobał się tak bardzo, że mama postanowiła: jak będzie córka, będzie miała na imię Liza. Z imienia jestem zadowolona, choć niektórzy się dziwią i dopytują: Liza? Chyba Eliza. A może Luiza?
Lizę Wesołowską, wrocławiankę urodzoną w Warszawie, można od kilku tygodni oglądać w przedstawieniu „Oj, zagrajcież nam poleczkę” prezentowanym przez Agencję Artystyczną PRO ARTE w całym powiecie wołomińskim. Przedstawienie promuje rodzimy folklor, niezwykłe bogactwo kultury narodowej, artystki występują w pięknych kurpiowskich strojach.
Liza Wesołowska uważa, że te fascynacje muzyczne były jej zapisane w gwiazdach.
- Liza Minnelli została „wtłoczona” do mojej podświadomości razem z imieniem, to dzięki niej jestem taka śpiewająca.
To prawda. Po latach okazało się, że imię amerykańskiej aktorki i piosenkarki zostało nadane jak najbardziej słusznie. Dotychczas Liza Wesołowska ukończyła: w 1996 r. - Państwową Szkołę Muzyczną II stopnia im. R. Bukowskiego we Wrocławiu, Wydział Wokalny; Metropolitalne Studium Organistowskie we Wrocławiu oraz (w tym samym roku) Państwowe Pomaturalne Studium Kształcenia Animatorów Kultury i Bibliotekarzy we Wrocławiu, praca dyplomowa pt. „Wysokie głosy męskie na przełomie wieków XVII i XVIII na podstawie postaci z filmu „Farinelli il castro”.
W tym samym roku rozpoczęła naukę w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia im. F. Chopina w Opolu, Wydział Wokalny. Szkołę ukończyła w 1999 r. a rok później była już absolwentką Uniwersytetu Opolskiego. Tam Liza Wesołowska studiowała na Wydziale Historyczno-Pedagogicznym, specjalność Praca Socjalna i Kulturalna, specjalizacja muzyka. Praca dyplomowa na temat Roku Chopinowskiego.
I wreszcie 2005 r. - uwieńczenie edukacji studiami na Wydziale Wokalnym Akademii Muzycznej im. K. Lipińskiego we Wrocławiu.
Odezwał się we mnie diabeł
Liza Wesołowska miała sześć lat, gdy rodzice zapisali ją do szkoły muzycznej, równocześnie rozpoczęła naukę języka francuskiego. Śmieje się dzisiaj, że miała być panienką z dobrego domu.
- Ale mimo licznych zajęć muzyczno-językowych udało mi się wyrosnąć na brzdąca, który chodził po płotach i wdrapywał się na drzewa. Przez całą podstawową szkołę muzyczną grałam na pianinie, ale w szkole średniej przeniosłam się na wydział wokalny. Rodzice nie protestowali, chociaż to oni wybrali dla mnie pianino. Przecież nadal miałam kontakt z muzyką.
Uniwersytet Opolski Liza Wesołowska skończyła trochę z rozsądku. Trudno przewidzieć, co będzie w przyszłości, a mając takie wykształcenie można prowadzić zajęcie muzyczne, można pracować z dziećmi. Natomiast Akademia Muzyczna to już była sprawa ambicji.
- Miałam już męża i dziecko, miałam swoje zajęcia, gdy nieoczekiwanie koleżanka powiedziała mi, że dostała się na Akademię Muzyczną we Wrocławiu. Zawrzało we mnie, zagotowało się. Jak to, ona może, a ja nie! Diabeł się we mnie odezwał i powiedziałam mężowi, że też będę zdawać na akademię, ot, tak, dla własnych ambicji. Na pewno nic z tego nie wyjdzie, na pewno się nie dostanę i wrócę do domu - ale spróbować muszę!
Pojechałam na egzaminy i zdałam. Całe życie przewróciło się do góry nogami.
Mieszkaliśmy wtedy w Opolu, przez dwa lat co tydzień dojeżdżałam z małym dzieckiem do Wrocławia, mieszkaliśmy u moich rodziców, po czym na weekend wracaliśmy do domu. Mąż wszystko cierpliwie znosił, choć były to ciężkie lata.
Po dwóch latach mąż pani Lizy dostał pracę w Warszawie i teraz to on dojeżdżał do rodziny we Wrocławiu. Wreszcie zamieszkali razem w Warszawie i tutaj, gdy cała rodzina jest w komplecie, żyje się najlepiej.
Niczego bym nie zmieniła
Choć, oczywiście, są problemy, głównie zawodowe. Mając takie wykształcenie i doświadczenie (przez cztery lata śpiewała w Operze Dolnośląskiej we Wrocławiu, brała udział w wielu przedstawieniach w kraju i zagranicą, m.in. w „Trubadurze”, „Nabucco”, „Carmina Burana”, „Skrzypku na dachu”) artystka szuka stałego zajęcia w Warszawie. Chciałaby dostać się do zespołu Opery Kameralnej, zaśpiewać np. w „Królowej Nocy”. To trudna aria, ale takie właśnie Mozartowskie arie najbardziej pasują do lirycznego głosu Lizy Wesołowskiej. Niestety, choć są przesłuchania, wszystkie role zostały już obsadzone. W oczekiwaniu na etat w operze, zapisała się do chóru barokowego.
- Chcę mieć cały czas kontakt z muzyką, żeby nie osiąść całkowicie w domu, żeby nie zaprzepaścić tylu lat nauki.
To jest właśnie pułapka, wielki minus artystycznej profesji. Kilkanaście lat nauki i ciągła niepewność, bo teatry i opery nie mają wolnych etatów. Czy Liza Wesołowska wybrałaby ponownie śpiew solowy, czy wolałaby solidniejszy zawód, nie zważając na imię po Lizie Minnelli.
- Trudno powiedzieć, ale chyba niczego bym nie zmieniła. Nie pokierowałabym inaczej swoim życiem: najpierw kariera, potem rodzina, bo to niebezpieczne. Można przekroczyć barierę i nie mieć nic. A ja mam swojego Kubusia. Mam też męża, który twardo stąpa po ziemi, zapewnia mi utrzymanie, w takiej sytuacji mogę być artystką. Ale ja bardzo lubię zajmować się domem, normalnie to jestem taką kurą domową, choć z dwoma fakultetami.
Popłakałam się ze szczęścia
Prywatnie Liza Wesołowska lubi podróżować. Miło wspomina wyprawę do Egiptu.
- Do Egiptu pojechaliśmy z mężem w styczniu, nad morzem było najwięcej Polaków i Egipcjan. Dla nas radość, ciepłe morze, około 25 stopni, opalamy się na plaży. Natomiast Egipcjanie siedzieli na plaży w kurtkach, czapkach i rękawiczkach, było im zwyczajnie zimno.
Wyjątkowa była podróż do Rzymu i spotkanie z papieżem Janem Pawłem II.
- Oderwałam się w tym tłumie od swojej grupy i pobiegłam do ołtarza. To był impuls, tak samo jak to, że stanęłam w miejscu, gdzie za chwilę podszedł papież. Zapytał: skąd jesteście, skąd jesteś? A potem podał mi rękę. To było niesamowite szczęście, ogromne przeżycie emocjonalne, po prostu się popłakałam.
Za największy dotychczasowy sukces Liza Wesołowska uważa rodzinę.
- Sukces zawodowy? Jeszcze nie osiągnęłam, ale przecież ja dopiero zaczęłam, wszystko jeszcze przede mną. Nie mam ciśnienia na sławę, mam zapewniony byt, nie muszę się szarpać. Mogę spokojnie czekać na swoją rolę.
Na pewno się doczeka. Przecież ma na imię Liza, tak jak Liza Minnelli, a poza tym, we Florencji dotknęła dzika ze złota, który przynosi szczęście. Skoro przyniósł już szczęście prywatne, to wcześniej czy później pojawi się z zawodowym sukcesem.
Agata Bochenek
Dodał: cynik (05/17/06, 16:11, ip: 212.76.37.172): Pani Agato! We Florencji stoi dzik z brązu i jest pokryty patyną na brązowo ,a od dotykania "na szczęście" połyskuje złociście jego ryj. Złoty nawet we Florencji długo by nie postał.. |
Dodał: kriss74 (08/19/06, 20:59, ip: 83.25.213.163): Nic szanowna koleżanka Liza nie powiedziała o swojej rockowej przeszłości - to dopiero kontrast!!!
...koniec Świata... |
Dodał: S (09/06/06, 10:41, ip: 80.53.37.142): No to rzeczywiscie diabeł z tej Lizy był. Śliczny sopran łażący po drzewach? A tego nie wiedzialem. Pozdrawiam i do następnego spotkania z Leonorą III :) |
Dodał: socjolog filozof (10/24/06, 11:14, ip: 195.116.28.163): Może wreszcie zacznijmy dostrzegać, promować i doceniać prawdziwych artystów, inaczej wszyscy oni wyjadą by odnosić sukcesy gdzie indziej. Czy jest jeszcze szansa by zmienić powszechny pogląd: żeby do czegoś dojść trzeba wyjechać ? |
Dodał: grazyna kepska (01/29/07, 15:27, ip: 83.6.231.55): Brawo Liza!Jestes wspaniala mloda kobieta,dysponujesz pieknym sopranem,jestes oryginalna,niepowtarzalna artystka a do tego realizujesz sie jako matka i zona!Powodzenia! |
|